Czy warto interesować się polityką?

Czy warto interesować się polityką?



Czy warto interesować się polityką? W codziennych kontaktach między ludźmi dochodzi do częstych wymian poglądów. Kłócimy się o to, czy nasz pogląd jest lepszy czy gorszy od tego, który proponuje nam druga osoba. Ciekawe jest to, iż każdy z nas ma tematy, które budzą w nim wyjątkowe emocje. Tematy, które naprawdę nas drażnią. Na przykład polityka.

Powiecie – nic nowego. A jednak. Przyjrzyjcie się reakcjom Waszych znajomych, gdy zapytacie o ich pogląd np. na obecny stan finansów państwa. Co usłyszycie? W większości okrzyki typu „złodzieje, łapówkarze, nieroby, wciskają ludziom kit” itp. Osoby, które na co dzień są spokojne, nagle stają się żądnymi krwi rewolucjonistami. Każdy z nich ma własny pogląd na aktualne kwestie polityczne, a co najdziwniejsze – własny sposób wydźwignięcia kraju z kryzysu. Własny! Rozumiecie? Wynika z tego prosty wniosek: „Uczucia polityczne są jak ładunek prochu”. Popatrzcie sami we własnym otoczeniu. Szokujące. Spójrzcie na przykłady z historii. Za obrazę ambasadora wypowiadano wojny. Istne szaleństwo.

Ciekawe jest także to, że nasza opinia jest kształtowana w większości przez media. Dostajemy tylko pobieżne informacje na dany temat i od razu wydaje nam się, że wszystko wiemy. Bzdura! Politycy doskonale o tym wiedzą. „Opinia publiczna bada rzeczy tylko z wierzchu”. Wiedzą o tym i dlatego udaje im się zatuszować wiele faktów. Można je sprytnie ukryć ucinając po prostu dany temat, gdy ktoś „zajdzie za daleko”. Co wtedy z ludźmi? Śmiali się np. z Andrzeja Leppera, gdyż nasza telewizja pokazywała tylko i wyłącznie teksty w stylu: „ty kanalio, ty złodzieju, nierobie..”. Słowa wyrwane z kontekstu. Nie chcę bronić tutaj św. pamięci pana Leppera, ale jeżeli ktoś go słuchał osobiście to wie, że facet mówi dużo prawdy. Tak to już jest z telewizją, że sprytnie poprowadzony reportaż może zrobić z mordercy bohatera i na odwrót.

Według mnie, by wyrobić sobie prawidłowy pogląd na daną sprawę, kwestię polityczną, należy wysłuchać jak największej liczby różnych zdań. Za przykład podam pewną opowieść.

Stutysięczna armia wycofywała się z terenu wroga. Sztab dowodzący w zamieszaniu zgubił mapy najbliższego otoczenia. Sytuacja stała się nieciekawa. Postanowiono wysłać zwiadowców. Po 4 godzinach zwiadowcy wrócili. Jeden mówił, że przed nimi znajduje się ogromne bagno, drugi że las, trzeci że góry nie do przebycia, czwarty powiedział, że droga jest wolna i że już znajdują się blisko granicy.

Co w takiej sytuacji powinien zrobić sztab? Czy posłuchać tego żołnierza, który wrócił jako pierwszy? Czy tego, który najdokładniej opisał widziany teren? Czy może tego, który ma największy autorytet wśród żołnierzy? Czy może tego, który przyniósł najlepsze wieści? Jak brzmi odpowiedź? Otóż dobry sztab dowodzący powinien oprzeć się na wszystkich relacjach i na ich podstawie stworzyć najbardziej obiektywny obraz najbliższej okolicy. Bagno w pkt. 1, las w pkt. 2, góry w pkt.3, droga w pkt.4. Dopiero synteza tych wszystkich relacji wyłoni nam najbardziej prawdopodobny obraz najbliższego obszaru.

Podobna analogia jest w przypadku polityki. Nie gwarantuję, że dojdziecie do prawdy, ale na pewno będziecie blisko. Czy warto więc interesować się polityką? Tak, ale nie do tego stopnia i nie z takim zaangażowaniem, by rozmowa z oponentem politycznym doprowadzała Cię do palpitacji serca. Jeśli weźmiesz pod uwagę, że tak naprawdę polityka to teatr dla gawiedzi, a wszelkie podziały na lewicę czy prawicę, PiS i PO są tylko na pokaz to zdasz sobie sprawę, że może jednak szkoda czasu na codzienne śledzenie wydarzeń politycznych.